RSS
sobota, 22 stycznia 2011

Dyskusje na temat sprzedaży szkolnych budynków w Radomiu prowadzone są na wielką skalę. Może powinno być referendum w tej konkretnej sprawie. Do takich wniosków bynajmniej dochodzą klienci mojego sklepiku. Pytają mnie co sądzę na ten temat. Cóż ja mogę sądzić?

Zbudowaliśmy piękną szkołę muzyczną. Mojego zaangażowania w jej powstanie nie kryłam i nie kryję i jestem szczęśliwa, że jest. Może będą sprzyjające warunki, że moje córki-muzyczki będą w niej pracowały. Dziś nie wyobrażam sobie, żeby tę szkołę kiedyś sprzedano na przykład na hotel, a salę koncertową zamieniono na salę konferencyjną. Jest jakby moim "dzieckiem".

Cieszyłam się, że po "muzyku" rozgości się "plastyk". Że "Żeromka" będzie dla nich pod ręką, a śpiew fontann doda im wyobraźni. Wszystko było na dobrej drodze. Tymczasem...

Perspektywę sprzedaży tych budynków odebrałam jak zamach na naszą radomską kulturę.

Jeśli chodzi o pozostałe szkoły, wobec których prezydent ma swoje plany, moje emocje są nieco mniejsze, ale nie dziwię się że mają swoich obrońców.

Obowiązkiem każdego człowieka jest obrona własności i wspólnego dobra. Dobra, które wypracowali sami i ich przodkowie. Wyprzedaż jest ostatecznością.

Pan prezydent Fałek, podobnie jak ja, nie jest rodowitym radomianinem. Pochodzi z Dolnego Śląska z Kamiennej Góry (do 1944r. Landeshut). Nie jego i nie moje pokolenia Radom budowały.

Dlatego też jestem powściągliwa w ocenie sytuacji tychże szkół. Ale to nie oznacza, że nie udzielam swojego wsparcia ich obrońcom.. Może rzeczywiście powinno być jakieś "referendum" w tej konkretnej sprawie.

 

Sprzedaż polskiego majątku czy to narodowego, czy miejskiego ciągnie się od wielu lat.

Rządy i prawicowe, i lewicowe, i inne (nijakie) znajdują w tym sposób na doraźne załatanie dziur budżetowych. Dziś i "tuski", i "kosztowniaki" w tym temacie nie różnią się. Sprzedają na zasadzie, kto da więcej. Żyd przy sprzedaży czegokolwiek kupującemu zadaje wiele pytań, ale najpierwszym jest pytanie: " A co Pan z tym zrobi, jak ja Panu sprzedam"? Dla niego to jest najważniejsze.

Czasem mam wrażenie, że nas to nie obchodzi.

 

W wydanym w 2000 roku tomiku "Zwierciadło", w części "Zapach chleba", umieściłam krótki wierszyk "Na sprzedaż".

 

Markety i Jety
Nie nasze - niestety.
Nie nasze już zamki,
Na sprzedaż są banki.

Zostaną nam szkoły?
I nasze kościoły?
I góry, i morze?

Uchowaj je, Boże!

 

 

 

12:38, walentyna.pawelec
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3