RSS
sobota, 25 stycznia 2014

Bywa, że biorę (poprzez mój sklepik oczywiście) udział w zbieraniu podpisów do różnych akcji społecznościowych.

Ostatnio w naszym mieście były ogłoszone dwie takie akcje.

Jedna - to podpisy pod petycją do Unii Europejskiej na temat spółdzielni mieszkaniowych. Trend polityczny jest taki, aby spółdzielnie zlikwidować. Ludzie chętnie podpisywali się. Wystarczyło imię, nazwisko i podpis. Można by rzec, że Unia Europejska ma zaufanie do unijnej społeczności i tylko te trzy dane są wystarczające.

Tymczasem z drugą ankietą było inaczej. Ankieta dotyczyła handlu w niedzielę.

Można było druk pobrać, wypełnić i osobiście zanieść do odpowiedniego punku (należało mieć ze sobą dowód osobisty), albo głosować elektronicznie. Wtedy potrzebny był skan dowodu osobistego.

Nie wzięłam udziału w głosowaniu, choć osobisty pogląd na ten temat mam od dawna wyrobiony. Zniechęciła mnie sama forma głosowania. Po co urzędnikom skan mojego dowodu?

Piszę o tym dlatego, że coraz częściej spotykam się z zakusami publikacji moich danych osobistych.

Ostatnio jedna z hurtowni podsunęła mi świstek, żebym wyraziła zgodę na przetwarzanie moich danych w zakresie współpracy, czytaj obrotów, na dodatek z podziałem na grupy, kwartały itp. Ale żeby jeszcze było mało, to także zgodę na przesyłanie moich danych do producentów. To chyba jakiś żart.

Mój malutki sklepik miałby zaistnieć gdzieś w Chinach, gdzie właśnie są produkowane spinacze biurowe.

Moja teoria spiskowa doprowadziła mnie do tego, że pewnie już nie opłaca się handlować spinaczami biurowymi, lepiej informacją o nich. Odmówiłam podpisu. Myślałam, że już hurtownia ta do mnie więcej nie przyjedzie, ale przyjechała...

Czasem warto tupnąć nogą.



20:35, walentyna.pawelec
Link Dodaj komentarz »